Opinie wyrażane na forum są prywatnymi opiniami jego użytkowników i nie reprezentują stanowiska webmasterów, administratorów i moderatorów.

 
                                     PORTAL RRCLUB.PL
                                   FORUM
                                ALBUM ZDJĘĆ
                             UŻYTKOWNICY
                          FAQ   BBCode
                       STATYSTYKI
                    DOWNLOAD
         

Forum Rhodesian Ridgeback w Polsce - Oficjalne forum

 Szukaj • Grupy • Rejestracja • Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jak to na dogtrekkingu bywa, opowieść z pozycji psa :)
Autor Wiadomość

shrew 
FORUMOWICZ


Wiek: 38
Dołączyła: 26 Paź 2009
Posty: 250
Skąd: Mysłowice

Wysłany: 2013-03-29, 22:51   Jak to na dogtrekkingu bywa, opowieść z pozycji psa :)

Relacja ze spaceru z człowiekiem po karkonoszach - Przesieka 2011

Odpoczęłam, doszłam do siebie po szoku towarzyskim, hiperwentylacji tlenowej i oszołomieniu widokami karkonoskimi, więc mogę zacząć pisać relację. Trochę mi to pewnie zajmie i zapewne pojawią się gdzieś błędy. Z góry przepraszam, jestem tylko psem. A właściwie suką. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej, ale w razie czego wolałam zaznaczyć na samym początku.

Początek
- O! Jest Człowiek! Super! Będzie wycieczka!
Tak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam Człowieka przy furtce. Tylko że znowu trzeba będzie jechać samochodem… Trudno, jakoś wytrzymam. Spróbuję o tym nie myśleć. Może się nie porzygam. Mina mi trochę zrzedła, kiedy już podeszliśmy do auta. Bo w środku siedział Guzik. No, żesz, w mordę! Znowu będzie memlanie, trzymanie za futerko na kołnierzu i skakanie koło ogona. Ech ta dzisiejsza młodzież… Na szczęście siedzenia trochę rozłożone, więc miejsca do uciekania będzie więcej.

Poranek
- Zobacz, jak grzecznie leżałam na posłanku przez całą noc! To może chociaż teraz na chwilunię wlezę na łóżko, co ty na to, Człowiek?
Nie wlazłam. A Człowiekowi przydało by się o poranku lustro. Albo lepiej nie. Jeszcze się powtórzy historia z Bazyliszkiem i co? No to tylko powitam sąsiadów, DELIKATNIE stukając ogonkiem w kaloryfer. I na spacer! No dobra, może być razem z tym łaciatym nieszczęściem… O dziwo, Guzik w nocy grzecznie leżał obok i nawet sprawiał wrażenie miłego chłopca. Przeszło mu, gdy tylko się obudził, więc starałam się powarczeć mu o co chodzi, ale chyba nie skumał motywu… Chyba się szykuje dłuższy wypad. Widzę, że Człowieki pakują dużą torbę, zwijają posłanie i biorą sporo jedzenia. A cóżesz to? Łoś w kartonie? Z reniferem? HELOOOŁ! Człowiek! Wyglądam ci ja na niedźwiedzia polarnego? Co, kaczek nie było? Ostatecznie, zjem łosia. Byle nie był stary i żylasty…

Podróż
- Człowiek, zobacz! Jak nie myślę o tym, że jadę, to się nawet nie ślinię… Taka mała kropelka tylko. Cieszysz się?
Jedziemy i jedziemy. Ileż można?! SIKU MI SIĘ CHCE! Guzik mnie zaczyna napastować. Warknę, jak szynkę kocham, warknę! Żeby chociaż krajobrazy były jakieś ciekawsze, a tu nic, tylko asfalt i asfalt. SKRĘĆ W LEWO! SKRĘĆ W LEWO! O, posłuchał. Teraz to już trochę ładniej. Drzewa się robią kolorowe, ziemia trochę pofalowana, fajnie tu. Zostaniemy na dłużej? E, tam… Jedziemy dalej. Na szczęście rzeczywiście za oknem robi się coraz ciekawiej.

Na miejscu
- Poznaję! Pewnie, że poznaję! Byliśmy tu w maju, tylko że wtedy leżało to białe, zimne.
Pokój dostaliśmy jakiś większy. Tyle łóżek, że nie wiem które wybrać. W razie czego wlazłam na to, gdzie Człowieki rozłożyły swoje rzeczy, bo nie miałam pojęcia, czy na innych wolno. No i się zaczęło… I o co tyle wrzasku?! Pościel? POŚCIEL?! Sam se pościel…

Odprawa
- O, znajomi… Super… Fajnie że was widzę… Idźcie sobie, co? Nie chcecie? Aha. No to ja sobie może pójdę, dobrze? Jakby ktoś o mnie pytał, to wyjechałam na Hawaje, wracam po sezonie surfingowym.
Zdenerwowałam się, sama nie wiem czemu. Jakoś tak mam, przepraszam, nie moja wina. Wiem, wiem, znowu wydziwiałam i nie chciałam się przywitać z Organizatorami. Sory, przestraszyłam się trochę tej suczki na kółkach. Człowiek musiał mnie znowu przynieść na rękach. Nie rozumiem, o co mu znowu chodzi. Dostał tę karteczkę? Dostał. I tę małą na jedzenie człowiecze też? Też. To niech nie marudzi, tylko zawiezie mnie na kolację. Nawet z łosia, a co mi tam.

Rozgrzewka
- To może mnie puścisz z tej uwięzi, żebym się porozciągała trochę? Obiecuję, że nie pobiegnę za tropem.
No dobrze, dotrzymywanie obietnic nie jest moją mocną stroną. Ale przynajmniej sobie porozgrzewałam mięśnie o poranku. Człowiek przy okazji też. Powiem szczerze, że liczyłam na śniadanie, bo łoś okazał się całkiem nieźle przyprawiony i nie zalatywał bagnem. A tu klops. Po rozgrzewce okazało się, że Guzik już wszystko zeżarł, nie czekając na starszych. A gdzie są rodzice, ja się pytam? Co za wychowanie… Szczęśliwie zauważyłam, że Człowiek spakował do plecaka jakieś woreczki. Będzie karmienie po drodze, ha! Zabrał też dodatkowe spodnie i koszulkę, gdyby miało się ochłodzić. He, naiwny… Hej, Człowiek! Gdybyś wreszcie kupił sobie telewizor, to może obejrzałbyś od czasu do czasu prognozę pogody. Miałbyś przez to plecak lżejszy i nogi zdrowsze. Bo o zdrowszej głowie to chyba możesz zapomnieć. Czemu? Bo jak bierzesz sobie tylko tyle jedzenia, toś głupi. Ot, co.

Start
- Nie, nie przejdę, Uważam ten czyn za kompromitujący i nie będę na ten temat z tobą dyskutować. Przechodziłam cztery razy, teraz ty może pójdziesz tak jak ja chcę, co?
Postawiłam na swoim, a jakże. Dmuchaniec jest dziwny, wygląda niebezpiecznie i nie mam zamiaru mieć traumy do końca życia, więc się położyłam, walnęłam Rejtana, warknęłam: „Po moim psim trupie!” i nie poszłam. Człowiek, po zderzeniu z taką masą argumentów, uległ, dzięki czemu grzecznie przedefiladowaliśmy OBOK tego czerwonego straszydła. A potem, nareszcie mogłam zacząć robić to co lubię najbardziej, czyli ciągnąć Człowieka do przodu. Pole do popisu mieliśmy niezłe, bo ze względu na nasze negocjacje w sprawie przejścia przez dmuchańca, wszyscy byli przed nami, he he he… Dzięki temu, mogłam wszystkim powiedzieć dzień dobry i życzyć miłego dnia, jak przystało na prawdziwą damę.

Droga pod reglami
- Fajnie! Podoba mi się tu! A tobie, Człowiek? O! Woda! Mogę sobie wejść? Mogęmogęmogęmogę? Plizzz...
W końcu i tak wszyscy weszli. Biegło nam się miło i przyjemnie, chłodek poranka powiewał rześkim wiatrem w sierści na ogonie, patyków wplątujących po drodze nie było, woda w każdym przekraczanym strumieniu, ptaszki śpiewały radośnie, więc czegóż chcieć więcej? Człowiek coś tam sobie gadał z Człowiekiem Brambora i Nali, więc chyba i jemu czas mijał wesoło. Od czasu do czasu zerkali wszyscy trzej na mapy, obracali do góry nogami, znowu patrzyli i znowu obracali, i tak co jakieś 200 metrów. Nie wiem po co, bo droga była tak ewidentnie prosta, że nawet Guzik, ta łajza łaciata, też dałby sobie radę. Na końcu poczytali coś o jeleniach (ciekawe, jak to jest, czytać o sobie, he, he, he… taki żarcik), nabazgrali na kartkach i weszliśmy na schody.

Schody
- Ej, przebieraj tymi nogami trochę sprawniej, dobrze? I daj coś od siebie, nie będę cię przecież ciągnąć cały czas!
Człowiek mi osłabł. Dziwne to, bo przecież jego wydatek energetyczny jest o połowę mniejszy, bo ma tylko dwie łapy… Czegoś tu nie rozumiem… Musiałam dostosować tempo do niego, więc najpierw przeszliśmy do truchtu, potem drobnego kłusa, potem zdecydowanego stępa, a na końcu to nie wiem jak się nazywa taki ruch, ale jak popatrzycie na ślimaki, to będziecie wiedzieć o co mi chodzi… Takie sympatyczne schody, a tu trzeba Człowieka ciągnąć, co za życie! Patrzył znowu na mapę, jakąś większą wyciągnął i też na nią patrzył, podumał, pobazgrał coś na kartce i dalej poprzebierał kończynkami wzdłuż ścieżki. Nawet cham nie rzucił okiem na widoki. Esteta za dychę! Specjalnie, żeby sobie chwilę odpoczął i popatrzył, poprosiłam o wodę. Miałam w tym również chytry plan, polegający na tym, że będę mu wypijać po trochu wody, to mu się ten plecak obciążony ciuchami zrobi lżejszy i wreszcie może zacznie biec, jak przyzwoitość nakazuje. Zadziałało, bo po chwili Człowiek przyspieszył i potruchtaliśmy wzdłuż bardzo miłej ścieżki po kładce. Tylko te deski jakieś takie nie wymiarowe. Toż przecie pazurka można złamać…

W kotle
- Człowiek, ja wiem, że ty odpocząłeś chwilkę i masz więcej siły, ale popatrz, jakie te kamolce wielkie. No weź podsadź, nie bądź wiśnia!
Następnym razem poproszę buty z podeszwą antypoślizgową. Jakże ja miałam na te głazy wchodzić? Spajderdog jestem? Człowiek radził sobie na miarę swoich możliwości, nawet zagadywał inne człowieki, próbując ukryć swoje zmęczenie i odpocząć w trakcie pogaduch. Niestety, moja godność trochę ucierpiała, bo chyba ze dwa razy Człowiek pomógł mi wleźć na kamień, podkładając rękę w okolicy ogona. Głupio mi trochę. Dla rozładowania napięcia wlazłam do stawu w Śnieżnym Kotle. Po uszy. Człowiek nie wlazł. Zawsze mnie to dziwiło, bo nigdy nie włazi do wody po drodze, chociaż jego futro schnie krócej. Może się boi głębokości? Kiedy więc wyszłam z wody, to się koło niego otrząsnęłam. Niech też coś ma z życia.

Kolejka na Szrenicę
- Zobacz, Człowiek, jakie widoki! I daj wody miseczkę. Bo się przedźwigasz.
Człowiek przystawił pieczątkę na karteczce, nie pozwolił mi zajrzeć do kuchni, sam też nic nie wziął nawet na wynos i wybiegł. Ale okazało się, że ze schroniska droga biegnie pod konkretną górkę, to mu znowu prędkość spadła, że hej! Skoro proszenie o wodę podziałało poprzednim razem, to może i teraz go jakoś podźwignie na duchu… A przy okazji niech popatrzy na kotlinę, bo takich widoków mieć nie będzie przez najbliższych kilka miesięcy. No. Ja się napiłam, Człowiek pozachwycał, zeżarł batonika i sezamki, a w plecaku lżej. Chytry plan działa! W międzyczasie dołączyła się do nas Diuna ze swoim Człowiekiem, i tak, biegnąc i słuchając człowieczej dyskusji na temat wyższości biegu z psem (bezsprzecznie!) nad biegiem bez psa (jest w ogóle coś takiego?) zaczęliśmy slalomem pomiędzy innymi stworzeniami ciągnąć naszych Człowieków do następnego schroniska. Tam z kolei znowu woda, znowu widoki, znowu lżej, a tymczasem dobiegł do nas Brambor ze swoim Człowiekiem. W kupie wprawdzie raźniej, ale zaczęłam nagle odczuwać lekki dyskomfort, związany z dużą liczbą stworzeń… Żeby zapomnieć, zaczęłam znowu biec. Co z tego, kiedy mój Człowiek nie wykazywał do tego jakiejś superochoty. Ech, życie, życie…

Pielgrzymka do Odrodzenia
- Człowiek! Przestaje mi się to podobać! Albo ruszasz tymi kończynami szybciej, albo bojkotuję tę imprezę! No!
Okazało się, że Diuna ma lepszego Człowieka, mniej podatnego na różnicę wysokości i wysoki współczynnik promieniowania słonecznego. Ja stwierdziłam, że raźniej niż z wyjątkowo małomównym dwunogiem, będzie mi z Bramborem, więc przez jakiś czas biegliśmy obok siebie, przekazując ważne informacje drogą niewerbalną. A nasze Człowieki w miarę możliwości pozwalały się ciągnąć w to przepiękne, słoneczne przedpołudnie. Tylko że coraz więcej dwunożnych turystów pojawiało się na szlaku. Innym może to zwisa, ale ja akurat za tłumem nie przepadam… Biegliśmy tak (o ile to, co robił mój Człowiek, można w ogóle nazwać biegiem) w czwórkę, wspierając się psychicznie, kiedy nagle zadzwonił telefon. Człowiek usiadł, Brambor pobiegł a ja zostałam sama, przerażona wśród tłumu pielgrzymujących gdzieś do albo z kolejnego schroniska. A potem Człowiek wysiadł. Odłożył telefon, wstał, próbował przebierać łapami w tempie szybszym niż żółw, ale szło mu to jak redukcja długu publicznego przez ministerstwo finansów… Próbowałam jak mogłam zachęcić go do kłusa, albo chociażby szybszego stępa, ale nie dało rady zmniejszenie ciężaru przez wypicie półtorej miseczki wody, ani nawet zjedzenie pół torebki ciastek. Człowiek zaczął się obijać, patrzeć na widoczki (też sobie znalazł odpowiedni moment!), gadać w jakimś dziwnym języku (Ahoj?! Co to jest „AHOJ”?! Albo „Krasny pocas”?!). Chyba mu słońce zaszkodziło. Piechurzy zaczęli nas wyprzedzać. Kilkukrotnie. Wstyd…

Pierwszy upadek i Odrodzenie
- Hej! Obiecuję, że już nigdy więcej nie będę skakać na gości! Przestanę gonić za bażantami na łące! Człowiek! Wstań już! Obiecuję!
Człowiek zaległ. Minęliśmy jakąś spaloną chałupę, a wtedy on tak po prostu zaległ. Skorzystałam z okazji i napiłam się wody ze strumyka (całkiem niezła, tak przy okazji), nawet chwilę przy nim usiadłam, żeby odganiać sępy i hieny, ale on najnormalniej w świecie postanowił nie wstawać! Zeżarł ostatki, które miał w plecaku, w zasięgu jego ręki wytargane były wszystkie chwasty, zaczęłam się martwić o swoje resztki jedzenia w torebkach… Wtedy stał się cud! Człowiek usiadł, spojrzał w prawo, oczy mu się rozszerzyły i… wstał! Spojrzałam tam, gdzie on, przekonana, że co najmniej pędzi na nas stado dinozaurów. A tam tylko biegła Nala i Bryś z Człowiekami. Chyba się ich przestraszył (może bał się, że zabiorą mu nawet resztki mojego jedzenia), bo zaczął coraz szybciej dreptać, co po pewnym czasie zaczęło nawet przypominać truchcik. Na szczęście, bo już zaczynałam powoli umierać z nudów.

Autostrada do Samotni
- Patrz! No patrz tam do przodu, daleko! Brambor, a przed nim Diuna!
Człowiek spojrzał, pokiwał głową i pomiędzy innymi przedstawicielami swojego gatunku zaczął powoli, acz systematycznie przesuwać się do przodu. Zauważyłam, że ma trochę więcej siły. Pewnie dzięki temu, że oprócz tych ciuchów, które mu się do niczego nie przydały i paru łyków wody nic już nie ma w plecaku, bo w celu odciążenia ja zjadłam resztę ciastek z torebki, popijając je miseczką wody, a swoją karmę Człowiek skończył już dawno temu… Po pewnym czasie (według mnie, było to jakieś sto lat później) przecisnąwszy się przez dużą ilość turystów, znowu mogłam sobie niewerbalnie podyskutować z Bramborem, a nasze Człowieki ze sobą. Chociaż oddechy już mieli jakieś takie szybsze, co nie do końca pozwalało im na swobodną wymianę poglądów. Bieglibyśmy tak sobie pewnie następne sto lat, gdyby nie to, że w dole zobaczyłam dużą wodę koło takiej drewnianej chałupy z zielonym dachem. No to pociągnęłam… Człowiek zaczął chyba nawet coś tam protestować, ale wiecie, jak to jest: natury nie oszukasz… Moja natura krzyczała gośno: „WODAWODAWODA!” i łapy nie miały nic do gadania. Łapy człowieka też. Zwłaszcza, że droga równa jak równia pochyła. Tak samo zresztą pochyła. W chwili desperacji wypsnęło mu się coś o obietnicy kąpieli, pod warunkiem, że zwolnię. To trochę zwolniłam. Co mi szkodzi?

Łożysko potoku

- Słuchaj, Człowiek, czy my musimy tam wchodzić? No dobra, ale zamknij mi oczy, bo się czuję jak w Tesco na dwa dni przed Wigilią, dobrze?
Po zdobyciu kolejnej pieczątki w schronisku (To tak na pamiątkę, tak? Wasze Człowieki też tak mają?), obiecanej kąpieli w stawie i przeciśnięciu przez monstrualne ilości innych dwunożnych dołączył do nas Brambor. Razem zaczęliśmy biec na dół, wzdłuż takiej fajnej rynny, którą płynęła woda. Było SUPER! Woda chlapała, Człowieki pokrzykiwały radośnie z tyłu, my się ślizgaliśmy i mieliśmy taką frajdę z tego wszystkiego, że aż zaczęliśmy się ścigać. Przyznaję, troszkę zdarzyło nam się zapomnieć o przyczepionych z tyłu Człowiekach, ale dopóki nie czuliśmy jakiegoś znacznie zwiększonego tarcia, to oznaczało, że jeszcze stoją na łapach. Później mój Człowiek zaczął coś tam mówić o wyczerpaniu rocznego limitu brzydkich słów, więc postanowiłam posłuchać, jak ten problem uda mu się rozwiązać. I stanęłam. Brambor grzecznie też. Człowieki zaczęły poić się wodą, a w tym czasie obok nas przebiegł Bryś ze swoją Człowieczką. Też wyglądali na zadowolonych. Szczęśliwie, Człowieki nam się podniosły, więc zaczęliśmy je znowu ciągnąć, co po raz kolejny wyzwoliło w nich falę radości, oznajmianą całemu światu głośnymi okrzykami. Głównie takimi na k. A potem rynna się skończyła i zaczęła się wioska.

Drugi upadek
- Wiesz co? Nie, żeby mnie tu coś tego, ale wiesz, robię to tylko po to, żebyś odpoczął i nabrał sił przed finiszem, wiesz, Człowiek?
Kiedy już przebiegliśmy wioskę, a Człowiek wybrał sobie patrząc na mapę, drogę do swojej Człowieczki (wiem, bo poczułam po zapachu, nie wiem tylko, dlaczego on tego nie poczuł, miałby z głowy te papiery), stwierdziłam, że to ostania okazja do tego, żeby jeszcze trochę dłużej pokontemplować przyrodę tej pięknej okolicy. Niestety, moje próby nawiązania kontaktu telepsiatycznego z Człowiekiem spełzły na niczym, postanowiłam więc posłużyć się mową ciała. Otóż, kiedy Człowiek rozmawiał przez telefon, ja położyłam się na grzbiecie i uniosłam łapę, co wyraźnie oznacza: „Poświęć mi trochę uwagi”. Oczywiście nie zauważył, ignorant, więc postanowiłam stanąć, ale nadal trzymać jedną łapę w górze. Znowu nic. Ślepota wybiórcza! Dopiero, kiedy zaczęłam mu prawie przed nosem trząść tą łapą, to zrozumiał, że chcę sobie poleżeć i posłuchać, kto wie, może już ostatnich w tym roku, mysikrólików. Głupota Człowieka nie przestanie mnie jednak wprawiać w osłupienie, bo zamiast chłonąć wrażenia estetyczne, zaczął mi owijać łapę jakimiś szmatkami, a na końcu włożył skarpetę… I weź tu, psie, bądź romantyczny… Ale przynajmniej sobie trochę odpoczął.

Poszukiwacze zaginionego perforatora
- Ja ci nie będę przypominać, Człowiek, ale wiesz, w razie czego, tak tylko napomknę: ZA DOMKIEM!
Chyba mnie zrozumiał! Normalnie, telepsiatycznie udało mi się nadać przekaz do tej pustej łepetyny Człowieka! Dotruchtał do tylnej ścianki domku, zrobił dziurkę i prawie podskoczył ze strachu! Ano tak to jest, jak się nie rozgląda! Bo tuż nad uchem wyrosła mu Człowieczka Brysia i Człowiek Brambora. Fajne spotkanie! Pomyślałam sobie, że będzie mi bardzo przyjemnie zakończyć tę wycieczkę nareszcie wspólnie z przedstawicielami jakichś inteligentnych istot, a nie tylko Człowieków. Z radości postanowiłam wyciągnąć mojego osobistego Człowieka pod tą wielką górę. Nawet już zapomniałam mu, że mi zawiązał tę szmatę na łapie. Zwłaszcza, że Bryś i Brambor byli tego samego zdania. Tylko, że ja i Bryś mieliśmy trochę łatwiej niż Brambor, bo jego Człowiek jest trochę większy i nie pozwala się tak łatwo wciągnąć… A potem to już mało pamiętam, bo znowu się przestraszyłam widocznego z daleka czerwonego dmuchańca. Było prosto i w lewo, i w prawo, i skrótem, i ani się obejrzałam, jak już Pan Konferansjer krzyczał imiona Brambora, Brysia i moje. Przy dmuchańcu oczywiście czekał już na nas Guzik, te 20 kilo szczęścia na krótkich łapkach i jego Człowieczka. Nawet pozwoliłam mu polizać się po pysku. Człowieki tez mają taki rytuał, więc pomyślałam, że może tak na chwilę zniżę się do ich poziomu…

Masażysta za dwa trzysta
- O, tak ,tak, tak… I jeszcze tutaj, Człowiek, na grzbiecie. Jak to czemu na grzbiecie? A co, ty grzbietem nie biegasz? Dziwny jesteś…
Wróciliśmy na nasze łóżeczka. Człowiek zaczął mi ugniatać mięśnie na łapach… Może nie jest w tym mistrzem świata, ale też nie czułam się jakby mnie przejechał walec wibracyjny. W tłoku ujdzie… No i nareszcie, po takiej wycieczce udało mi się wyżebrać miskę jedzenia. Z reniferem, tym razem. Wiecie co? Może przeprowadzka do Finlandii nie jest takim głupim pomysłem jak mi się wydawało na początku? Zaczynam hodować tłuszczyk. A za rok przefarbuję się na blond i zostanę misiem polarnym! A tymczasem zalegnę i pokontempluję wrażenia z dnia dzisiejszego. A Człowieki niech sobie jadą. Ponoć na dekorację. Cholercia, chyba idą święta, ależ ten czas leci…

Zakwasowa niedziela
- Człowiek, ty też tylko na siku? Wiesz, jakoś tak dziwnie odczuwam duże powinowactwo do posłania…
Zauważyłam, że mój Człowiek coś sztywno chodzi. Pan Janek, który swoje lata już ma i w tym czasie pewnie niejedną taką wycieczkę jak nasza sobie zorganizował, porusza się dzisiaj bardziej sprawnie. A i mnie też niespecjalnie chce się ruszać… Po tej wczorajszej dekoracji, Człowieki przyniosły taką dużą miskę na stojaku. Mówią, że to PUCHAR. Phi, też mi coś. Ani z tego jeść, ani się napić, bo chybotliwe okrutnie. Ale wygląda ładnie, trzeba przyznać. Tymczasem, torby spakowane, pokój posprzątany, Człowieki zaopatrzone w kawę i ciastka, co niechybnie oznacza wyjazd w drogę powrotną. No cóż, było ładnie i miło, może jeszcze kiedyś tu wrócę. Guzik, posuń się, łajzo łaciata! Chyba sobie zasłużyłam na odrobinę szacunku, co?

Relację wystukała
BUNIA SETER IRLANDZKI
z hodowli VEXILLUM
_________________
Grunt to mówić tak, żeby pies słuchał
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

www.rrclub.pl

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 15


 Forum Rhodesian Ridgeback w Polsce

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group  template by szpak